Blog > Komentarze do wpisu

 

Nie pamiętam, czy on wie o blogu.

Pamiętam za to, że był jedną z pierwszych osób, jakie poznałam zaraz po przeprowadzce do Dużego Miasta.

Pamiętam jego spokojne, nieco flegmatyczne ruchy, jak coś tłumaczył. Jego równe spokojny uśmiech. Jego opanowanie za kierownicą.

Szybko stał się jedną z moich ulubionych osób. Był jak brat, którego nigdy nie miałam (choć on sam twierdził, że to największy cios dla mężczyzny). Był moim kumplem, najlepszym przyjacielem. Jednocześnie był moim kompletnym przeciwieństwem. Pewnie to nas tak do siebie przyciągnęło. Mogłam, mogłabym, powiedzieć mu wszystko. Każdy sekret.

Wracają do mnie wspomnienia. Jazda tramwajem. Imprezy. Nauka w bibliotece. Sylwester, na który zapomniałam wziąć sałatki i na drugi dzień razem z moim Mężem jedliśmy ją na kacu.

Pierwszy zgrzyt był niepozorny.

Jego dziewczyna.

Przepraszał, tłumaczył, że ona wcale tak nie myśli, że to przemawia przez nią głupia szczenięca zazdrość.

Drugi zgrzyt był gorszy.

Pamiętam jak dziś. Stoi jako asysta do ablacji na kardiologii. Trzymam w ręku jego telefon, rozmawiam z kolegami. Włączył się alarm. Wyłączyłam go. Telefon schowałam do kieszeni. Koledzy się śmieją, opowiadają żarty. On się patrzy, nic nie słyszy.

Oskarża. Że kasuję SMSy. Że przeglądam telefon i się z niego śmieję. 

Nie słucha tłumaczeń.

Zostawia mnie z niewypowiedzianymi słowami.

Oczywiście na drugi dzień nie pozostaję mu dłużna. I tak od słowa do słowa rujnujemy oboje coś tak dobrego. Przepada przyjaźń, braterstwo, wspólne powroty tramwajem do domu, wspólne głupie żarty. Durna kłótnia niszczy w moment coś budowanego tyle czasu.

Śmieją się z niego. Z jego wyborów. Z jego słów.

A ja go nie umiem obronić, bo jestem tak cholernie zła!

***  ***  ***  ***

Teraźniejszość. Wchodzi na SOR. Na SOR w moim mieście. Uśmiecha się, sięga po klucz. Ruchy ma te same, powolne, nieco flegmatyczne, ale opanowane. Rozmawia z pacjentem. Żartuje z pielęgniarkami. Też ma tu dyżur, razem ze mną.

Patrzę na niego i nie mogę oderwać wzroku.

Podobieństwo jest wprost uderzające.

To nie on, ale czuję się, jakbym na moment go uchwyciła.

Nie wiem, gdzie jest, co się z nim dzieje, gdzie pracuje, czy ma już dzieci. Wiem tylko tyle, że za każdym razem, jak widzę doktora X., to wracają do mnie tylko dobre wspomnienia.

Dlatego jeżeli to czytasz, M., to wiedz, że wcale nie czuję już złości. Żałuję, że tak się to wszystko potoczyło.

środa, 24 stycznia 2018, doktor-bez-stetoskopu

Polecane wpisy

  • Czas leci...

    ...w szalonym tempie, jak na karuzeli. Mała z każdym dniem odkrywa coś nowego, co ją fascynuje, od listków przez puszczanie bąbli ze śliny, bo swoje stopy. Gene

  • :)

    Generalnie wypadałoby coś napisać, choć nie wiem, czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda. Niestety na tematy medyczne wypowiadać się nie mogę, bo niemal odcięłam się

  • O karmieniu piersią i tajemnicach małżeńskiej alkowy

    Rozmowa z moim Dziadkiem ostatnio zbiegła na dość.. specyficzne tory. Dowiedziałam się m.in. o tym, że mój kuzyn wysysał swojej żonie mleko z piersi, jak tej zr

Napisz do mnie: doktorbezstetoskopu@wp.pl