wtorek, 09 lutego 2010
Są takie dni...

Są takie dni, kiedy potrzebujesz kogoś bliskiego obok. A jedyne na co możesz liczyć, to rozmowa przez telefon.

Są takie dni, kiedy jest ciężko. Nie mam na myśli nauki, ale życia w każdym jego aspekcie. Jak długo można być samotną wyspą... Wtedy właśnie żałujesz kilku decyzji podjętych w przypływie chwili. Żałujesz tego widoku za oknem, bo mogłeś mieć inny. Żałujesz tej uczelni, tego całego studowania. Tego kraju, tej zimy.

I z telefonem w ręku zastanawiasz się, do kogo zadzwonić. I nagle uświadamiasz sobie, że wcale nie chcesz dzwonić, chcesz się spotkać, pogadać. Chcesz móc wpaść do kogoś z butelką niezapowiedzianego wina i wypłakać żale w rękaw.

A przyjaciółka... jest milion kilometrów stąd. Nie ma jej tu.

Więc do lusterka sobie samemu mówisz, że... że będzie dobrze.Swoje własne łzy wycierasz we własny rękaw. Swoje własne żale cicho w kącie połykasz tak, żeby nikt nie widział, bo po co.

Podobno dobrze, jak nie za dobrze.

czwartek, 04 lutego 2010

Nic mi się nie chce. Jakiś wewnętrzny strajk, przecież już koniec sesji, jakie egzaminy? I nie pomagają książki położone na widoku... Jakiś nieznośny wewnętrzny głos gna mnie z domu...

Skończyło się oczywiście tym, że się wywaliłam z gracją słonicy, na płaskiej ziemi, stojąc (!!!) i czekając, aż odjedzie tramwaj. Jakiś chłopak stojący obok mnie od niechcenia wyciągnął rękę, ale jej nie przyjęłam- MI się pomaga z RADOŚCIĄ, a nie z takim "głupio mi, więc pomogę". Bujaj się, chłopcze, wstałam sama. Bolą mnie kolana :(

Czy już wspomniałam, że mi się nie chce?

Byłam w końcu u ginekologa i jak zwykle skłamałam. Mam coś takiego, że kłamię wszystkim lekarzom :) może dlatego, żeby mnie nie lekceważyli. Dziwi mnie to, że żaden ginekolog nigdy nie badał mi piersi. Nie, żebym się prosiła, ale to chyba należy do ich obowiazków. Mogliby się choć spytać, czy "pani sobie bada piersi", bo tak się składa, że robię to rzadko, z resztą nigdy nie pamiętam, kiedy się bada- przed czy po okresie... Eh. W każdym razie nie badają.

I tak samo, kiedy przychodzi się do nich pierwszy raz- nigdy nie zbierają dokładnego wywiadu. Akurat nie zdarzyło mi się pójść drugi raz do tego samego ginekologa (zmieniają gabinety jak skarpetki), więc coś o tym wiem- a przecież dla kobiety taki wywiad jest bardzo ważny. Lekarze wychodzą chyba z  założenia, że młoda kobieta nie choruje na raka piersi, szyjki macicy, jajnika... Nigdy nie miałam robionego USG, a swoje lata już posiadam :) a potem wszyscy się dziwią, że nowotwory i wszelkie inne zmiany patologiczne wykrywane są dość późno...

Pani ginekolog przy badaniu nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości. Kurwa, musiałabym mieć chyba dwie macice, żeby stwierdziła, że jest coś nie tak... A bolało po lewej stronie tak, że myślałam, że się tam zaraz posikam... Oczywiście mnie nakrzyczała, że jej nie daję się zbadać... Ale jak do cholery miałam jej dać zbadać lewą stronę brzucha, jak nie była w stanie mnie dotknąć, tak bolało????? Dziwię się, że mimo wszystko skierowała mnie na USG. Poprzednia ginekolog stwierdziła, że ból jest pochodzenia psychicznego. Kurwa mać, ona sama jest psychiczna, o!!

Idę, może się czegoś nauczę.

środa, 03 lutego 2010
O niczym i w biegu

Na chwilę przed odjazdem z domu do Szczecina postanowiłam, że obejrzę sobie 13. odcinek 6. serii chirurgów, na który czekam już prawie tydzień. Oczywiście, że go nie ma online. Ani na torrentach. Ani na żadnej zagranicznej stronie do ściągania jaką znam, a jest ich trochę. Chyba obsada zastrajkowała.

Wiem, seriale to taki nudny temat. Wiem, że tyle się dzieje dookoła. Ale czasami miło jest usiąść przed kompem na godzinkę, z ciepłą kawą, ciastkiem i przez tę godzinkę nie myśleć o niczym, co jest na zewnątrz.

Ani o tym, że zimno. Ani o tym, że ciężka torba, a ja biję się z myślami, czy iść na taksi, czy tłuc się autobusem (zdecydowałam, że zależeć to będzie od stanu śnieżnej pokrywy w Szczecinie). Ani o tym, że już zaraz początek semestru, a my mamy dwa zaległe zaliczenia i egzamin (przełożyliśmy)...

Ani o tym, że w domu nic nie robiłam, NIC, bałwana nie zdążyłam ulepić (w sumie nie miałam z kim), igloo się nie udało, choć śniegu po pas w ogródku, jedynie to byłam na sankach. I stłukłam sobie tyłek :)

Ani o tym, że po przeczytaniu jakiegoś romansidła, które znalazłam u siostry w pokoju, śnił mi się przez dwie noce kolega, o którym kompletnie zapomniałam, że istnieje ;) chyba się muszę do niego odezwać :)

Do zobaczenia:)

piątek, 29 stycznia 2010
O drugim starciu z dermą, że nie taki profesor straszny, jak go malują, o Doktorze i o zimie, która rządzi światem:)

W środę wygrałam drugie starcie z dermą. W noc poprzedzającą śniły mi się owrzodzenia podudzi, rak kolczystokomórkowy skóry, twardzina... Spałam może 4 godziny, nabuzowana wiadomościami, które zaraz wylecą mi z główy, z nie do końca przypomnianym materiałem...

O 8 rano był egzamin ostateczny. Nikt nie chciał iść jako pierwszy, w końcu poszedł kolega, który powiedział, że jest spoko, że miał łatwe pytania. Więc zaraz za nim ustawiła się wielka kolejka. W międzyczasie usiedliśmy z kolegami przy stoliczku i zaczęliśmy powtarzać materiał...

-Edyta...- zaczął M.- masz może rzeżączkę?

- Buahahaha, nie mam, a Ty?

- Hihih, no nie- chodziło mi o materiały :D

*   *  *

- Bo jak już zostaniemy dużymi doktorami, to będzie wyglądać tak: przyjdzie pacjent, opisze nam objawy, a my mu odpowiemy, że musimy skonsultować się z kolegą... Po czym mądrym spojrzeniem wpiszemy w neta www.wikipedia.pl :D  "kolega stwierdził, że choruje pan na rzadką postać (nic nie mówiącej nam) choroby. Leki, które pan weźmie to... Różnicujemy to z... " :D

*  *  *

Podchodzi do naszego roześmianego towarzystwa sekretarka profesora.

- Widzieliście doktor X.?

- Nie... A kto to?

*  *  *

M.: Jak wygląda egzamin z dermy?

Ja: No jak to jak. Wchodzisz, przedstawiasz się. Pan profesor mówi:

"Witamy na egzaminie z dermatologii i wenerologii. Pani sekretarka sprawuje nadzór nad losowaniem. Maszyna losująca jest pusta, następuje zwolnienie blokady... i rozpoczynamy losowanie."

A w czasie przerwy profesor wyjdzie i powie: "W dzisiejszym losowaniu przegrały następujące numerki..."

*  *  *

Gdy już udało mi się wejść na egzamin i wylosować pytania, byłam pewna, że zdam:) i się nie pomyliłam, ależ jakie było moje zdziwienie, gdy profesor uśmiechnął się do mnie i powiedział: "Bardzo ładnie pani odpowiadała. To będzie piąteczka"

Moja mina wyglądała pewnie tak: o_O

A teraz jestem przeszczęśliwa, bo ciężko pracowałam na tę ocenę i mnie ktoś docenił :)

*  *  *  *  *  *  *  *

W czwartek postanowiłam odwiedzić Doktora. Miałam do niego kilka spraw moich, mamy, taty, babci. Zabrałam więc fartuch, stetoskop, i pojechałam rano z mamą, która chciała sobie zrobić badania przy okazji. Sama osobiście ją pokłułam, chciaż obiecałam sobie, że nigdy więcej, po tym, jak latałam za nią po domu, zeby jej zrobić zastrzyk :))

Doktor bardzo się ucieszył :) satysfakcję sprawiało mi to, że jak był ktoś do osłuchania, to mówił, żebym osłuchała, a potem on sprawdzał po mnie i przyznawał mi rację:)

Że pacjent z zapaleniem płuc, niby po skończonej kuracji, jeszcze ma świsty i furczenia.

Że pacjentka mimo kaszlu i odpluwania, nie ma żadnych zmian osłuchowo w oskrzelach i płucach.

Że czyściutko ma pan, który przyszedł na kontrol.

Poza tym wypisałam tonę recept, niektóre za mnie pisał Doktor, bo jeszcze troche się w tym gubię...

Potem przyszli dwaj panowie z firmy farmaceutycznej. Panowie ci zawsze są tak eleganccy i pachnący, że aż miło na nich popatrzeć:) dostałam kilka ulotek i spray do nosa z solą fizjologiczną:)

*  *  *

Doktor napisał w karcie "tussis protracta" (przedłużający się kaszel), co potem miała przepisać do jakiegoś formularza pielęgniarka...

- I wiesz, co ona tam napisała? "Toursis prolacta" (bez tłumaczenia, bo chyba czegoś takiego nie ma)  i to jeszcze w rubryczce "układ moczowo- płciowy" :D dobrze, że zauważyłem, bo by się z nas śmiali w urzędach :D

Przychodzi pielęgniarka, z kartą i formularzem, doktor poprawia.

- Zobacz, Edytka, jak byś to rozczytała? Przecież wyraźnie napisałem "tussis protracta"...

- "tussis" może tak, ale dalej miałabym wątpliwości, czy to nie "prostatae" :D

- Widzi pan, panie doktorze, nie tylko ja miałabym problem- zaczęła się bronić pani E.

- Kaszel prostaty, to żeś wymyśliła :P

*  *  *

Schodzimy na dół. Mijam jedną koleżankę: "cześć :)", mijam kolejną koleżankę: "cześć :)"

Doktor się patrzy i w końcu nie wytrzymuje.

- Kto to, koleżanki?

- Tak :)

- Z młodości? :D

*  *  *  *  *  *  *  *

Wieczorem postanowiłam trochę odśnieżyć podjazd, żeby tata miał jak wjechać do garażu. Nie spodziewałyśmy się z siostrą, że tego śniegu jest tam do kolan... Babrałyśmy się w tym 3 godziny, rzucając się śnieżkami, przekrzykując, a potem napadając ze śniegiem na mamę :)

Odpoczywam. Luksus wstania o 10:) Zaraz obejrzę sobie film, zjem jakieś śniadanko... Och, słodkie lenistwo, przecudne nicnierobienie :)

wtorek, 26 stycznia 2010
Dermatologia- pierwsze starcie

Po krótce rzeknę, iż ma osoba zdała egzamin praktyczny na 4.

Oczywiście jestem nadambitna i uważam, że zasługiwałam po swojej odpowiedzi na co najmniej 4+. Ale popieprzył mi się czynnik reumatoidalny z przeciwciałami (no nie miałam jeszcze reumatologii), i jeszcze zapomniałam dodać o tym, że oprócz badań, które wymieniłam, a które należy wykonać przed leczeniem metotreksatem, trzeba jeszcze zrobić lipidogram. Miałam to powiedzieć na końcu, ale zanim wyszło mi z ust, powiedziała to pani doktor.

Dostałam pacjenta z łuszczycą, tak jak baaardzo chciałam (dostałam go z przydziału, żeby nie było). Wiedziałam niemal wszystko o leczeniu łuszczycy, bo to jeden z tych tematów, które mnie bardzo zaciekawiły, począwszy od immunologii, skończywszy na łuszczycowym zapaleniu stawów:)

Teraz tylko od początku przerobię materiał, spakuję się, obejrzę jakiś film i już jutro mam nadzieję uciekać z tego miasta. Tylko żeby pociąg się nie spóźnił.

09:50, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (6) »
niedziela, 24 stycznia 2010
"Pesymista to dobrze poinformowany optymista"

Egzamin z dermatologii zbliża się nieuchronnie, a ja już od wczoraj nie mogę ani spać, ani się uczyć. Nic mi nie wchodzi do głowy. Kombinowałam, żeby tylko gdzieś wyjść i okazało się, że zabrakło chleba, a w koszu jest za dużo śmieci. Bosh... jak już wyszłam, poczułam, że żyję. Czułam, jakbym nie wychodziła z domu co najmniej miesiąc :) niestety powrót do szarej rzeczywistości nastąpił dość szybko i brutalnie- przerabiałam mój znienawidzony temat- nowotwory skóry i znamiona.

I oczywiście nic już nie pamiętam z wenerologii, której uczyłam się kilka dni temu... Ja nie wiem, co to będzie, zazwyczaj nie panikuję przed egzaminami, bo są testowe, a teraz- oko w oko z panem profesorem... Nie, nie boję się, że nie zdam. Boję się KOMPROMITACJI. Że pomyśli sobie, co taka mała robi na takich studiach, że ona się nie nadaje, że zrobi krzywdę ludziom, a jak powie to na głos... Ja chcę już to mieć za sobą :( Dobrze, na chwilę zapominam o dermie.

Wczoraj w nocy, a ściślej- dziś w nocy, znalazłam na stronie dziekanatu plan na nowy semestr. Jest taki sobie, ale jak odpuszczę sobie wykłady z farmakologii (nie mogę się zmusić :)) i genetyki (podobna historia jak z wykładami z farmy), to będę kończyć o dość przyzwoitej porze. Zaciekawił mnie jeden przedmiot- chirurgia. Generalnie nikt nic nie wie, są 4 kliniki, mamy być niby jakoś podzieleni na grupy, że jedna grupa ma zajęcia przez cały semestr w jednej klinice, ale tak się zastanawiałam- co w takim razie z pozostałymi klinikami? Czy jak np. nie będę miała w tym roku zajęć na kardiochirurgii, to mam je w przyszłym roku?

Niestety nie znalazłam odpowiedzi. Za to regulamin zajęć wciągnął mnie do tego stopnia, że zaczęłam mieć wizualizację siebie samej jak robię skomplikowany zabieg na żywym sercu :D W każdym razie zajęcia, z tego co zrozumiałam, będą w większości praktyczne. Każdy będzie musiał co najmniej raz asystować do zabiegu (zastanawiam się czy to możliwe w przypadku mojej grupy, po po chirurgii mamy inne zajęcia w ten sam dzień), poza tym jest 6 godzin tzw. "ostrego dyżuru", na który student zostaje i pomaga lekarzowi dyżurującemu na izbie przyjęć (zakłada i zdejmuje szwy, opatrunki, itp.). Zajęcia, całkiem możliwe, że wyglądają podobnie :)

Z tym, że... ćwiczenia na chirurgii zawsze kojarzyły mi się z podpieraniem ścian w oczekiwaniu na asystenta. Nie, żebym miała już kiedykolwiek chirurgię, ale miałam pierwszą pomoc z anestezjologami i zawsze na nich czekaliśmy. Kilka razy zdarzyło im się nie przyjść. Mam nadzieję, że zajęci chirurdzy znajdą dla nas czas, żeby nas czegoś nauczyć, zwłaszcza, że ćwiczenia mamy po południu.

I tym optymistycznym akcentem, podjadając czekoladę z Biedronki (ważną do września 2010:)), kończę. Mam nadzieję, że przetrwam ten tydzień.

piątek, 22 stycznia 2010
Źródło: www.demotywatory.pl

P.S. Nie chcę nic mówić, ale to akurat jedna z moich ulubionych :D

czwartek, 21 stycznia 2010

Kalendarz na ścianie, z którego codziennie skreślam dzień, który minął, mówi, że już czwartek. Zimno jak jasna cholera. Zrobiona na szybko herbata ani nie uspokoiła, ani nie ogrzała. Telefon do taty, tata u Doktora, Doktor się śmieje, zaprasza za tydzień na mini-praktyki. Będę, guru, przyjdę.

Zimno. Na zewnątrz biało, ja w czterech ścianach, zakopana w swoim osobistym śniegu, pookrywana kocem, z zeszytami, skryptami i książkami. Zakupione podstawowe artykuły spożywcze, żeby tylko nie musieć wychodzić z domu. Bo jak wyjdę, mogę długo nie wracać, co zważywszy na moją aktualną sesyjną sytuację- jest dość niebezpieczne.

Kilka słów napisanych znowu w pośpiechu, w przerwie między wenerologią a dermatologią...

Zabiłam rano pierwszego karalucha w tym roku. W sensie utopiłam go w wannie. Mam nadzieję, że karaluchy nie umieją pływać. Choć zdaniem naukowców, gdyby nastąpił wielki wybuch, tylko one pozostałyby na Ziemi.

Znowu "witaj wenerologio"...

środa, 20 stycznia 2010
poniedziałek, 18 stycznia 2010
LODOWISKO

Za każdym razem, jak Łukasz do mnie przyjeżdża, wybieramy się na lodowisko. Tylko należy nadmienić, że nigdy tam nie trafiamy, bo po drodze znajdujemy trzy miliony powodów, dla których możemy sobie tym razem odpuścić. A ponieważ ani on, ani tym bardziej ja, nie umiemy za bardzo jeździć na łyżwach, przyjemność oddajemy osobom bardziej wykwalfikowanym ;)

Nie tym razem. Postanowiliśmy, że na lodowisko zaciągniemy moją współlokatorkę i jej chłopaka, a że mają karnet, długo nie trzeba było ich namawiać ;)

Kupiliśmy bilety, wypożyczyliśmy łyżwy.

Siedzimy we czwórkę na ławce, zakładamy łyżwy, gdy Łukasz nagle wstał i się poślizgnął... Niestety tak niefortunnie, że zamachnął się ręką na moją twarz. Jemu się nic nie stało, ale mi zwalił okulary... Jak już w końcu ochłonęłam, po kilkunastu sekundach krzyku, jaka z niego niezdara, zobaczyłam, że ze zdjętych z nosa okularów wyszło szkło...

Bez okularów nie widzę nic. NIC. A po założeniu okularów z jednym szkłem, widziałam w jednym oku NIC, a w drugim wszystko, co dawało obraz, który przyprawiał mnie o mdłości.

Mówię mu, że sory, kochanie, ale ja rezygnuję. Pełni wkurwienia na siebie oddaliśmy łyżwy, ubraliśmy buty, koleżanka wróciła do domu, jej chłopak też...

W domu założyłam szkła kontaktowe i poszliśmy do galerii szukać optyka. Naprawa była na moją odpowiedzialność, darmowa. A biorąc pod uwagę, że na te okulary straciłam całą swoją pensję, możliwość zepsucia ich podczas naprawy zepsuła mi humor całkowicie...

Ale ponieważ jestem osobą bardzo upartą, namówiłam Łukasza, który już kompletnie nie miał ochoty na łyżwy, żebyśmy wrócili na lodowisko. Tym razem się udało i nikt nikomu nie zrobił krzywdy:)

Biorąc pod uwagę to, że na lodowisku byłam 3. raz w życiu, nie szło mi tak źle, ale bałam się puścić Łukaszową rękę, więc dziś nie czuje palców:) z resztą ja też :D

Oczywiście, że jestem marudnym cykorem, co w sytuacji zagrożenia życia ujawnia się najbardziej. A wyścigi na środku lodowiska z mistrzami ostrzy są niewątpliwie zagrożeniem życia (Łukasz stwierdził, że na środku lodowiska jeżdżą ci, którzy się uczą, a ja pełna ufności poszłam za nim i dopiero, jak w ciągu sekundy minęło mnie kilka osób z prędkością światła, wróciłam do bandy, narażając życie i zdrowie). Łukasz się potem dziwił, dlaczego się boję sama jeździć... Ale jak mam się nie bać, jak wszyscy mnie wyprzedzają, co gorsze dzieci popychają, co lepsze omijają, a te co się dopiero uczą- spadają przede mną i o mało co nie odcinam im rąk??

Następnym razem będę jeździć bez trzymanki :D ciekawe tylko, kiedy ten następny raz będzie...

13:25, doktor-bez-stetoskopu , Miłość
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21