czwartek, 17 listopada 2016

- Witam- dzwonię do Pani ze żłobka z samego rana skoro świt- mojej córki dziś nie będzie w żłobku, bo ma gorączkę, chyba się gdzieś przeziębiła. Zostawiam ją w domu do końca tego tygodnia.

- Dobrze, zaznaczam. To rozumiem, że idzie z nią Pani do lekarza?

- Yyyy... nieee... a po co?

-  No mówiła Pani, że córka jest chora.

"No tak- myślę- normalne mamy chodzą z dziećmi do lekarza, jak dzieci mają gorączkę"

- Tak, może pójdę, jeszcze nie wiem.

Chyba jestem jakaś nienormalna, że nie pędzę z katarem i temperaturą 38 st. C do pediatry. Powinnam zacząć się leczyć. W końcu doktor jestem. Dobrze, że mam w domu karton leków, coś sobie wybiorę smacznego :D

 

21:54, doktor-bez-stetoskopu
Link Komentarze (4) »
niedziela, 07 sierpnia 2016
"Jak dobrze wstać skoro świt..."

Pogotowie. Trzecia rano. Wyjazd do starszej Pani, powód: "boli ją wszystko".

Uwielbiam.

Otwiera uradowana, ćwierkająca jak skowronek i woła od progu:

- To ja  może Państwu zrobię herbatki?

Nie, kurwa, lepiej drinka z parasolką.

20:27, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (7) »
wtorek, 02 sierpnia 2016
OIOM

Biegłam na SOR, zupełnie sama, i zastanawiałam się, czy ktoś ze starszyzny do mnie dobiegnie. Byłam pewna, że zostałam rzucona na pożarcie prosto w czarne odmęty SORu.

Chwila na relację lekarską doktora z pogotowia, pacjentka na szczęście zaintubowana, wciąż mam problemy z intubacją niezwiotczonych. Nagłe zatrzymanie krążenia. Osłuchuję, opukuję, zaglądam w oczy. Zlecam badania, cewnik do pęcherza, konsultacja kardiologa. Oczywiście nie znam numeru, nie mogę się dodzwonić, a potem modlę się w duchu, żeby zrozumiał mnie, że konsultacja na SORze, a nie na OIOMie. Jedziemy na TK.

W międzyczasie dzwonię do Szefa, referuję pacjentkę.

I po chwili słyszę w słuchawce, i uszom nie dowierzam, cytat prosto z amerykańskiego serialu o młodych i pięknych doktorach:

- Teraz to Twoja pacjentka, pani doktor.

O ja p..@#$%^*

Więc wiozę ją po tym TK na OIOM, podłączam respirator, zakładam centralę, cewnik do tętnicy promieniowej, OCŻ, ciągły pomiar RR, zlecam leki, pomagam rozpuszczać, i badam, badam, badam, zlecam, pytam się... Opisuję, referuję, doglądam. Dbam.

A o 19 szerokie sztywne źrenice. I w końcu zgon.

No po prostu ten świat mnie dobija.

20:16, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (11) »
sobota, 30 lipca 2016
Pogotowie

Godzina późna, czy raczej wczesna, gdzieś w okolicach 3 rano. Śpię twardo. Nagle słyszę pukanie do drzwi.

- Co jest?

W drzwiach stoi kolega.

- Bo wiesz, wyjazd mamy. Nie słyszałaś dzwonka?

- Eeee... nie :)

Dodam, że dzwonek obudziłby umarłego.

*  *  *

Kolejny raz. 3 rano, moja ukochana godzina na spanie.

Dzwoni telefon. No kur...

- TAK??

- To jedziemy do tego I.?

- Jakiego znowu I.?

- No wyjazd będzie czy nie?

- Sory, ale to chyba drugi zespół ma jechać, nie my.

- Aha...

Minuta później.

- Ej, to my jedziemy, zbieraj się.

Znowu nie usłyszałam dzwonka...

*  *  *

Kolejny raz. Oczywiście trzecia rano, jakże by inaczej. Przed chwilą wróciliśmy w wyjazdu. Drugi zespół jest w kolejce. Kładę głowę do poduszki. Już jestem blisko tej pięknej fazy zaśnięcia, kiedy dzwoni dzwonek na wyjazd.

- No KUR....!!!!@#$$%%^!!

- Wybiegam prawie z dyżurki i wpadam do pokoju dyspozytorki.

- CO JEST?? Przecież dopiero wróciliśmy!

- Ale o co chodzi?- pyta zaspana dyspozytorka i podnosi się z łóżka.

Wmurowało mnie.

- Dzwoniła Pani na wyjazd...

- Eeee... niemożliwe, śpię.

Spojrzałam na wyświetlacz. Nie mój zespół. Dzwoniło na korytarzu.

- OK, przepraszam :D

- Nie ma za co :D

*  *  *

Pogotowie, ah życie nocne! Jak dobrze wstać skoro świt :D

21:56, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (9) »
niedziela, 03 kwietnia 2016
Praca

Jak już się człowiek przyzwyczai do tego, że Oddział jest szowinistyczny, że starsi rezydenci mogą więcej, a już starszy rezydent facet jest prawie pół- bogiem; że nie uczą za wiele, chyba, że się człowiek podłoży i przyzna, że czegoś nie wie (oj, karcące spojrzenia starszych kolegów); że prawie każdy na OIOM'ie prędzej czy później umiera, a jak się biegnie na konsultację, to nadzieja też niewielka; że jak się znajdzie swoje małe miejsce, cichy kąt, z którego można obserwować starszych kolegów w akcji i bardziej lub mniej śmiało zapytać się, czy ja też mogę coś zrobić- jak już do tego się człowiek przyzwyczai, to ta specjalizacja jest zajebista.

Muszę przyznać, że mimo tego, ze chyba nikt na tym oddziale nie bierze serio tego, że jestem na specjalizacji (ciągle mówią na mnie per dziecko), że czasami podkładają mi przysłowiową "świnię", żebym się czegoś nauczyła ("tak obserwuję Cię kilka minut i zastanawiam się, kiedy zauważysz, że z pacjentem jest coś nie tak"), to uwielbiam tę specjalizację.

I muszę powiedzieć, że nie tak do końca mam w dupie to, że tak mnie traktują, ale każdego dnia wyciągam wnioski na przyszłość i każdego dnia czegoś się uczę. I tych samych błędów już nie popełniam.

Zmieniło się bardzo, bardzo dużo, od kiedy wróciłam po macierzyńskim, w porównaniu z tym, co było wcześniej. Wreszcie czuję, że to jest to, co chcę w życiu robić. W końcu nie płaczę każdego dnia po przyjściu z pracy.

Niestety fakt posiadania dziecka nieco utrudnia mi naukę, bo ona jest ciekawa, co jest na innych stronach książki, którą właśnie "czytam" (szumnie powiedziane).

Ale ja to uwielbiam, naprawdę, chodzę do pracy z przyjemnością. Mimo tego, że tej specjalizacji jeszcze nie ogarniam, ale przecież dobre chęci i napęd do wiedzy też się liczą, prawda?

11:23, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 93
Napisz do mnie: doktorbezstetoskopu@wp.pl