środa, 26 marca 2014
Nie chcę zapeszać, ale...

...czuję się znakomicie. Od początku ciąży z resztą tak było. To już piąty miesiąc, a ja:

- nie wiem, co to mdłości/ wymioty

- nie wiem, co to budzenie w nocy męża, żeby przyniósł mi słoik ogórków ze sklepu całodobowego (ogólnie uważam i zawsze uważałam "zachcianki" ciążowe za wymysł ciężarnych)

- nie wiem, co to nieprzespane noce, bo każdej nocy śpię (oprócz dwóch przerw na nocne wizyty ;)

- nie pamiętam, żeby mnie coś bolało, męczyło, dusiło, a jak coś boli, to staram się o tym nie myśleć (przecież i tak nie wezmę nic na ból, bo nie mogę)

- nie kupiłam jeszcze nic. Za to przyszła babcia kupiła już różne różności, których dokładnie nawet nie przeglądałam (generalnie czekam na moment, w którym nawet jak się małe urodzi, to da sobie radę, więc na razie nie zapeszam)

- funkcjonuję jak przed ciążą (poza fitnessem i blokiem operacyjnym)

- generalnie jest mi dobrze, czuję się świetnie i na nic nie narzekam

- chodzę do pracy (w przeciwieństwie do moich koleżanek ze szkoły rodzenia, które poszły na L4 zaraz po nasikaniu na test ciążowy) i nie wiem, kiedy przestanę, bo podoba mi się coraz bardziej

- czuję już, jak małe się rusza i kopie :) niesamowite uczucie!! :)

- nie wiem jeszcze na 100% jakiej jest płci, ale to nieważne, bo kocham je okrutnie i nie mogę się go doczekać :)

niedziela, 16 marca 2014

W pracy trochę ruszyło. Założyłam samodzielnie wkłucie do tętnicy promieniowej (dobrze, że pan był nieprzytomny, bo trochę się namęczyłam) i prawie sama- wkłucie centralne. Wciąż i wciąż czuję się jak totalny głupek, zwłaszcza w porównaniu z moimi kolegami z oddziału, z których jeden jest mądrzejszy od drugiego. Szkoda tylko, że wiedzą za bardzo nie chcą się dzielić, ale przynajmniej zaakceptowali mnie jako członka zespołu (jakkolwiek dziwnie to brzmi ;)

Staram się jak mogę, ale wiem, że stać mnie na więcej. Niestety, ale jestem skutecznie zdemotywowana od kilku ostatnich miesięcy. Czuję jednak poprawę w powietrzu, pielęgniarki wiedzą już, jak się nazywam, większość lekarzy mówi mi po imieniu (oprócz szefa, ale pracuję nad tym). Wychodziłam sobie przedłużenie umowy o pracę na czas specjalizacji, przez co pani w kadrach oraz pani dyrektor nie mogą na mnie patrzeć. Jednocześnie zyskałam w oczach szefa jako osoba, która potrafi dbać o swoje interesy. Cóż, będę miała dziecko, więc muszę walczyć jak lwica o swoje dochody.

Najlepiej jest w poradni anestezjologicznej, bo jestem samodzielna, przynajmniej przez większą część czasu. Ostatnio załatwiam też konsultacje anestezjologiczne, trochę jestem tym przerażona, bo pacjenci skomplikowani i schorowani, a ja taka nieopierzona. Zawsze jednak mam świadomość, że mogę zadzwonić na oddział i się dopytać o pewne sprawy.

Tęsknię jednak za blokiem operacyjnym.

Cóż, dziwna sprawa, bo koleżanka z Białego, też ciężarna, chodzi na blok, a do OIOM'u nawet się nie zbliża. Jak usłyszała, że u mnie jest na odwrót, to się zaskoczyła. Sama nie wiem, gdzie bezpieczniej, pewnie w domu, ale wystarczy mi, że macierzyński będzie trwał wieczność...

17:35, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 marca 2014

Przez prawie cały tydzień siedzę w poradni anestezjologicznej albo biegam po szpitalu i kwalifikuję pacjentów do znieczuleń. Zajęcie nie najgorsze, ogromnym plusem jest to, że mogę to robić SAMA. Oczywiście mam back-up- w razie czego dzwonię na oddział i się upewniam, że na pewno dobrze coś zlecam :)

Koledzy nie są zadowoleni, jak muszą iść do poradni, pewnie dlatego, że tam nic nowego się nie uczy ktoś, kto już jakiś czas pracuje, poza tym pacjentów jest mnóstwo, większość nie ma ŻADNYCH badań (za wyjątkiem... EKG), choć byli już w poradni tydzień temu, dwa dni temu i jeszcze dziś i za każdym razem jest adnotacja pt. "brak badań", a chirurdzy nic sobie z tego nie robią.

I oczywiście zdarzają się pacjenci gaduły- pytam się, na co biorą lek X, a oni odpowiedź zaczynają od: "bo jak miałem 5 lat i chorowałem na ospę"... Historia jest długa i zawiła, w brzuchu burczy, pacjenci się niecierpliwią, a jeszcze na oddziale jest 10 do zbadania, a tu już 14.30... Takie tam :)

Najbardziej lubię chodzić na oddziały, bo pielęgniarki wszędzie są przemiłe, dużo wiedzą o pacjentach i dużo pomagają, nic złego nie mogę o nich powiedzieć. No i znają najświeższe plotki ;)

Zazwyczaj, jak jakiegoś pacjenta z oddziału zdyskwalifikuję z operacji, to idę potem na oddział i pytam się, co tam wyszło w dodatkowej konsultacji czy badaniach. Niestety nie widzę tych pacjentów na bloku, bo mam zakaz z racji ciąży, ale choć mogę się dopytać.

Tak np. pan, którego badałam kilka dni temu, a który miał niewielkie objawy podmiotowe, ale osłuchowo nad płucami miał mnóstwo furczeń, trzeszczeń i świstów, został przeze mnie ściągnięty z planu- okazało się, że zarówno pulmonolog, jak i kardiolog (chirurdzy zlecają czasami mnóstwo konsultacji!) potwierdzili moje podejrzenie zapalenia płuc i pan aktualnie jest leczony i czeka na koniec terapii. Takie małe "sukcesy", promyki w tej pracy :)

Poza tym na OIOM'ie nadal nic nie robię, poza pisaniem (a najczęściej przepisywaniem) zleceń. Zastanawiałam się, czy ktoś je w ogóle sprawdza (czasami dodaję coś od siebie ;), ale tak, ostatnio widziałam. Zapytany dlaczego tak, a nie tak jak ja napisałam, pan doktor powiedział, że on tak zawsze robił, ale to nie ma większego znaczenia. Dobrze wiedzieć.

17:53, doktor-bez-stetoskopu , Miłość
Link Komentarze (5) »
czwartek, 13 lutego 2014

Piękna pogoda za oknem nie ułatwia nauki do LEK'u.

Tak samo jak ostatnie odcinki serialu.

Oraz wizja testu z hiszpańskiego (tak, tak, zaczęłam naukę nowego języka, jest wspaniale!).

Poza tym, tak zupełnie na marginesie, rośnie mi brzuch od czterech miesięcy.

Zastanawiamy się, jak mu/jej dać na imię :)

piątek, 07 lutego 2014

W jak bardzo popieprzonym kraju żyjemy, udowodniło dziś ministerstwo "zdrowia".

Na całą Polskę przyznano 500 rezydentur. W zeszłym roku było ich ponad dwa razy więcej (mówię o postępowaniu wiosennym)...

Wiem, że teraz będzie mniej osób niż jesienią, wiem. Wkurza mnie jedynie fakt, że w zeszłym roku w moim województwie było ok. 130 rezydentur, a teraz jest 30...

A kolejki do specjalistów rosną, rośnie też wiek emerytalny tych specjalistów... Ale tym się będzie martwić kolejny minister, nieprawdaż???

21:52, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 90
Napisz do mnie: doktorbezstetoskopu@wp.pl