poniedziałek, 23 stycznia 2012
Jak to jest, że jadąc samochodem w pełnym ruchu ulicznym, bojąc się okropnie, bo to drugi raz jazda w takich warunkach, że trzeba mieć oczy dookoła głowy i jeszcze na szybach, więc jak to jest, że Z PANEM B. SIĘ UDAJE, a z poprzednim instruktorem nie??? Czy to tajemnica kosmosu, że jak Pan B. siedzi obok, to wszystko wydaje się prostsze? Parkowanie? Jazda w korku? Rondo? Proszę bardzo, jadę sobie, ha! :)
Chyba zaproszę Pana B. na egzamin, żeby sobie siedział z tyłu w samochodzie i do mnie gadał, bo mi wtedy wszystko będzie lepiej szło :)
W każdym razie obtrąbiłam dziś Warszawiaka, choć Pan B. stwierdził, że z pewnością to nie Warszawiak, tylko samochód z leasing'u ;) jedziemy sobie na rondzie, zewnętrznym pasem, a tu nagle wyskakuje mi z prawego zjazdu samochód, wciska się przede mną w taki sposób, że prawie robię mu garaż z tyłka, po czym NIE przeprasza i... zaczyna PARKOWAĆ (bo na tym rondzie z boku jest chodnik i tam są parkingi). Wrrr... Szczerze to nie jestem pewna, czy na pewno użyłam sygnału dźwiękowego, bo Pan Jacek mi coś opowiadał i nie słyszałam klaksonu :D
Ale to nic, uwielbiam jeździć samochodem :)
* * * * * * * *
Poza tym- okulistyka przeszła bez wielkiego echa, egzamin zdałam, już zdążyłam o nim zapomnieć :) aktualnie mam internę, lekko nie jest, ale może poruszę ten temat w kolejnych dniach. Dziwię się tylko sobie, że to ostatni rok, a mi się autentycznie nie chce i nie wiem, jak odgonić te wszystkie dziwne uczucia, które mnie nachodzą na seminariach. Doszło do tego, że dzisiejszy wywiad z pacjentem bardziej przypominał mi rozmowę na psychiatrii niż wywiad internistyczny... Chyba coś zgubiłam po drodze. Jutro mam referować dwójkę pacjentów na obchodzie (w tym jedna jest moją faworytką- pielęgniarka anestezjologiczna :) ) i nie mogę się do tego zabrać. I nawet nie udaję, że mi się chce. Robię wszystko inne, tylko nie siedzę nad interną. Potrzebuję długich wakacji...
czwartek, 19 stycznia 2012
Minus trzecia jazda
Miałam rację mówiąc, że inni kierowcy to zło konieczne na drodze. Biorąc pod uwagę to, że do tej pory udawało mi się omijać korki (miałam jazdy w późnych godzinach wieczornych), nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie to wszystko trudne jest.
Że trzeba uważnie patrzeć, bo jakiś... kierowca chce jak najszybciej ominąć samochód z literką "L" na dachu i wpieprza mi się w ostatniej chwili na pas, który mam zająć. Bo jakaś... pani stanęła nieoświetlonym samochodem na PRZEJŚCIU DLA PIESZYCH i trajkotała z inną panią, która stała na tym przejściu, a ja nie mogłam ich ominąć, bo "L" musi jeździć zgodnie z przepisami. I po trzecim trąbieniu pana instruktora pani łaskawie odjechała, ja zaczynam ruszać, a baba, co stała na przejściu, wpieprza mi się na pasy!
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ciężko jest wjechać na parking supermarketu, jak obok stoi wyjeżdżający samochód- myślałam, że się zmieszczę, no i tak było. Tylko, że pojechałam po krawężniku...
No i że lewa i prawa ręka to muszą działać osobno, i że głowa też inaczej, i że parkuje się "na pół- sprzęgła", co zrobiłam na wyczucie, bo okazało się, że czwarta jazda, a ja jeszcze na oczy nie widziałam placu manewrowego, gdzie się ponoć takie rzeczy uczy. Zaczęłabym wątpić w istnienie placu, ale moja siostra była tam ciałem, więc plac JEST.
Okazało się też, że prowokuję groźne sytuacje na drodze, ale jak mam tego nie robić, jak instruktor wciąż gdzieś dzwoni, wciska mi sprzęgło i hamulec, zanim ja to zrobię, tak jak i kierunkowskaz, co mnie generalnie rozprasza, nie mówiąc o tym, że WK***IA.I gasł mi samochód, i zaliczyłam kilka krawężników, nie mogłam się skupić na sprzęgle, w efekcie każde ruszenie było przygazowaniem... MASAKRA...
Podsumowując- dziś mam znowu jazdę, boję się jak jasna cholera, wcale nie chcę jechać, za późno na odwołanie i- co najważniejsze- chcę znowu jeździć z panem B., który jest moim instruktorem prowadzącym i nie robi mi żadnych z rzeczy, które robił pan instruktor z ostatniej jazdy. Niestety dziś znowu mam z kimś innym... Cofnęłam się o siedem jazd do tyłu, więc jestem na minus trzeciej jeździe, szło mi ostatnio gorzej niż za pierwszym razem. Siedzę sobie, popijam melisę, staram się nauczyć na jutrzejszy egzamin, ale idzie mi średnio...
piątek, 13 stycznia 2012
Uwaga, Baba za kierownicą :)
Stoimy z Panem B. na światłach, jako pierwsi. Obok czerwonego światła wyświetlacz z czasem, jaki został do zmiany sygnalizacji na zieloną. 25 sekund... 24 sekundy...
"Cholera"- myślę sobie- "zdążę, czy nie zdążę?"
21 sekund... 20 sekund...
"To normalnie sprawa życia i śmierci!!"
17 sekund... 16 sekund...
- ZDĄŻĘ!- krzyczę do pana B., uśmiechając się szeroko.
- Ale co zdążysz? SMS wysłać? :D
- NIEEE- śmieję się i szybko wyjmuję pomadkę z kieszeni i w lusterku smaruję usta. Po czym włączam sprzęgło, zmieniam bieg na jedynkę, daję gazu i ruszamy...
Pan B. umiera ze śmiechu na siedzeniu obok, a jego śmiech niesie się z głębi samochodu, jako że pan B. wysoki jest...
Wiem, wiem, baba ze mnie wyszła. I to najgorszy gatunek- baba ZA KIEROWNICĄ :D
* * *
Znowu stoimy na światłach. Zielone ma być za 10 sekund. Wciskam więc sprzęgło, zmieniam bieg na jedynkę i czekamy. Zapaliło się zielone.
- Gazu, Edytka :)
- No daję gazu, a samochodzik nie jedzie :(
- Nie widzę, żebyś gazu dała :P
Okazało się, że to był hamulec... :)
* * *
- Opowiem Panu kawał- zaczynam, kiedy tak wesoło sobie jedziemy samochodzikiem po mieście... - a więc... jedzie Chuck Norris samochodem i nagle widzi znak "uwaga dzieci". Chuck Norris zwolnił, ale potem przyspieszył. Przecież Chuck Norris nie boi się małych dzieci...
- Hahaha, dobre :)
Kilka minut później stoimy na światłach.
- To teraz ja opowiem Ci kawał- mówi Pan B.
- Dobra- mówię, wciskam sprzęgło, zmieniam bieg na jedynkę i czekam na zielone.
- Wiesz, co się robi, jak krew leje Ci się na wycieraczki?
- Co?- pytam się, a w myślach koncentruję się na "gaz i puść sprzęgło, więcej gazu, wciśnij sprzęgło, dwójka, puść sprzęgło, więcej gazu, sprzęgło, trójka, puść sprzęgło..."
- Trzeba zjechać z chodnika :D
I... cisza, w tym momencie wciskam trójkę.
- Co? Nie było śmieszne???- pyta się Pan B.- już Ci więcej nie opowiem żadnego kawału :P
- Nie, no było, ale ja się na trójce skoncentrowałam :) hahahahaha, już do nie doszedł sens, hahaha, dobre!!
* * *
Eh, kobiety :)
wtorek, 10 stycznia 2012
- To teraz pojedź dookoła drzewa, a potem prosto- zaczął mój instruktor.
- Na koniec świata i jeszcze dalej!- krzyknęłam- a gdzie teraz, z powrotem?
- Prosto jedź :)
- Ale jak???
- Na miasto :)
- Jak to na miasto??? Ja???? To za wcześnie!! Tam są INNI!!
- Hahaha, tu też byli inni
- Ale tam jest ich WIĘCEJ!!- przerażona trzymałam kierownicę, podczas gdy auto nabierało prędkości.
I oto wjechałam po raz pierwszy w życiu na jezdnię jako KIEROWCA. Absolutnie przerażające uczucie :)
* * *
Mój instruktor, pan B. jest tak wysoki, że ledwie mieści się do auta, w sumie to podczas jazdy widzę tylko jego nogi :)
Jeździliśmy sobie w miejsca, gdzie ZAWSZE chciałam pojechać (uznaliśmy to z telepatię), rozbryzgałam kilka kałuż (niestety nie było pieszych, łehehe), a najczęstszym zdaniem, jakie słyszałam od mojego instruktora to...:
- ZWOLNIJ, tu jest ograniczenie :) ale Ty masz ciężką nogę :P
- Nie mówi się kobiecie, że jest za gruba, panie B. :P
Pobiłam rekord mojej siostry i jechałam 70 km/h. Naprawdę nie czuć tej prędkości :D
A prawie na sam koniec jazd- stoimy na światłach (ja pierwsza, za mną kolejka, więc stres dodatkowy), gdy nagle w głębi auta słychać jakieś szemranie i głos pana B.:
- CHOLERA!!!! Zepsuło mi się sprzęgło!!!! Musisz sama chwilę pojechać do parkingu...
Oczywiście zestresowałam się, puściłam za szybko sprzęgło i zgasł mi samochód. Raz i drugi... Dopiero za trzecim razem się udało. Ale wstyd :P
- Zepsuł pan sprzęgło??? I kto tu ma ciężką nogę? :)
* * *
MASAKRA.
|
|
|
<
|
Styczeń 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
|
|
|
|
|
1
|
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
7
|
8
|
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
14
|
15
|
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
21
|
22
|
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
28
|
29
|
|
30
|
31
|
|
|
|
|
|
Zakładki:
Czytam
Katalog blogów medycznych
Ogólnopolskie Forum Studentów Medycyny i Lekarzy
Wzruszenia
Zaglądam
Znalezione w sieci
Napisz do mnie:
doktorbezstetoskopu@wp.pl
|