wtorek, 11 sierpnia 2015
Kochany blogasku i drodzy czytelnicy blogska!

Wydaje się, że minęła wieczność, od kiedy tu zaglądałam. W moim życiu bardzo dużo się zmieniło, generalnie są to zmiany na lepsze, przynajmniej mam taką nadzieję jako wrodzona optymistka.

Po pierwsze, jak już słychać było w notkach poprzednich, dziecko mi się wzięło i urodziło. Ani się obejrzałam, jak minął rok. Patrzę na nią i nie wierzę, że to tak szybko czas leci...

W związku z tym, że minął rok, jutro idę do pracy. Nie, żebym nie pracowała wcześniej, bo miałam epizody tu i ówdzie, ale taka najprawdziwsza praca oddziałowa czeka mnie od jutra. Anestezja. Chodzę od kilku dni i przeklinam swój los. Głupia kobieto, trzeba Ci było iść na rehabilitację, albo medycynę rodzinną, pracy, czy czegoś innego, to nie byłoby tak trudno. Ale chore ambicje przeważyły. Jak spoglądam w stronę książek do specjalizacji, to robi mi się słabo. Na początku zwalałam to na greckie upały, ale normalną lekturę przyswajam lekko, łatwo i przyjemnie.

Nie wiem, jak przeżyję jutrzejszy dzień. Czy będzie chętny, żeby mnie czegoś nauczyć, czy znowu zamkną mnie w poradni na trzy spusty (bo czwartym wjeżdża zawsze autobus pacjentów)? Czy w ogóle ktoś mnie rozpozna?!?!?!??

Czy będę umiała wentylować, zaintubować, wkłuć się gdziekolwiek? A jak mnie będą pytać o dawki leków?? O mechanizm działania respiratora??? O stosunki wentylacji do objętości (ostatnio o innych stosunkach wiem o wiele więcej)???? O prawa fizyki i fizyki kwantowej, o działania niepożądane leków stosowanych tylko w USA?????

Boję się.

Chyba się spóźnię.

15:40, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 stycznia 2015
Czas leci...

...w szalonym tempie, jak na karuzeli. Mała z każdym dniem odkrywa coś nowego, co ją fascynuje, od listków przez puszczanie bąbli ze śliny, bo swoje stopy. Generalnie jest zajebista.

Ja tak powoli zaczęłam pracę, bardzo powoli i to nie u siebie, tylko w POZ. Źle nie jest, ale cieszę się jednak, że zostałam na anestezji, uśpiony pacjent jest lepszy od tego gadatliwego :)

Zapisałam się też na kurs, nie wiem, czy nie zrobiłam błędu, bo nie mam czasu porządnie się do niego przygotować... Mam nadzieję, że zdam :D

Przyzwyczaiłam się do bycia poza szpitalem, aczkolwiek brakuje mi tych codziennych dawek adrenaliny.

Ostatnio byliśmy na basenie (Mała już umie nurkować :D), ja czekałam na mojego Męża i Córkę, gawędziłam sobie jak gdyby nigdy nic z pewną koleżanką (pierdu, pierdu o babsko- matczynych sprawach), aż tu wybiega kobieta z szatni i krzyczy:

- Pomocy! Proszę wezwać pogotowie! Coś się stało z dzieckiem!!

O czym wszystkie pomyślałyśmy? Że się nasze dziecko utopiło... Chyba nigdy tak szybko nie biegłam... W szatni stała matka z 3 letnim chłopcem na ręku, chłopiec strasznie krzyczał- okazało się, że się poślizgnął i upadł na posadzkę tracąc przytomność... Jak już dobiegłyśmy, to zdążył przytomność odzyskać. Jedna z kobiet zadzwoniła na pogotowie, a ja...

Ja niewiele myśląc powiedziałam, że jestem lekarzem, zbadałam chłopca (w miarę możliwości) i zaczekałam z nią na karetkę. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu w podobnej sytuacji po prostu się wycofałam, a teraz- teraz to było tak instynktowne i naturalne...

Mam nadzieję, że chłopcu nic nie jest (pojechał na SOR na obserwację).


środa, 29 października 2014
:)

Generalnie wypadałoby coś napisać, choć nie wiem, czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda. Niestety na tematy medyczne wypowiadać się nie mogę, bo niemal odcięłam się od medycyny na ten rok. I tak, mówię sobie od kilku tygodni, Edyta- zamów prenumeratę jakiejś medycznej gazety! Ale wiem, że i tak nie będę miała czasu jej czytać. Demotywuję się :)

Dzidziurek zapewnia atrakcje. Akurat jest w tak fajnym wieku, że można się już z nią porozumieć. Oczywiście każdy w swoim języku, ja po polsku (czasami po hiszpańsku, jak chcę jakieś zdania przećwiczyć), ona po swojemu. Tak sobie rozmawiamy. Niestety wygrywam ze wszelkimi zabawkami, wszystko we mnie jest ciekawe, co generalnie powinno podnieść moją samoocenę, nie rozumiem tylko, dlaczego jedyne co się podwyższa, to poziom zmęczenia. W nocy jest już lepiej, Dzidź śpi. Budzi się na żarło, ale zaraz potem zasypia.

Jest grzeczna. Zachwyca wszystkich w mojej pracy, jaka grzeczna, kochana, jak się uśmiecha i jak mądrze patrzy. A jakie ma czarne włosy! A jakie ciemne oczy! Ona nic sobie z komplementów nie robiła, po godzinie zachwytów ubrałam ją, po czym poszłyśmy na piechotę do domu, a Dzidziur zasnął. Typowe.

Zapisaliśmy ją na basen, akurat na pierwsze zajęcia skończy 3 miesiące. Kąpać się lubi, zobaczymy, co powie, jak zobaczy taką wielką wannę :)

czwartek, 25 września 2014
O karmieniu piersią i tajemnicach małżeńskiej alkowy

Rozmowa z moim Dziadkiem ostatnio zbiegła na dość.. specyficzne tory. Dowiedziałam się m.in. o tym, że mój kuzyn wysysał swojej żonie mleko z piersi, jak tej zrobiły się dziwne "guzy" (*)...

Potem o tym samym dowiedziałam się od mojej Mamy i... od mamy kuzyna...

Ciekawe, skąd oni to wiedzą, zważywszy na to, że żona kuzyna urodziła całkiem niedawno o_O zawsze myślałam, że sprawy intymne zostają między małżonkami...

*   *   *

 (*) "guzy" to nic innego, jak zastój pokarmu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak oni się bawili...

wtorek, 12 sierpnia 2014
Dzidziur :)

Dzidziur od tygodnia jest z nami. Bardziej słodkiego stworzenia nie widziałam. Zwłaszcza, jak śpi- wydaje wtedy te dziwne dźwięki, które są tak obrzydliwie słodkie, że chciałoby się ją obudzić i zjeść :) wyobraźnię ma zapewne po nas, bo w czasie snu przebiera łapkami, jakby chciała dogonić uciekające piersi :) uśmiecha się ślicznie, na razie zupełnie przypadkowo, ale już widzę, jak Dziadkowie miękną :) no i ta bujna czarna czupryna :)

Generalnie na razie się poznajemy- ona obserwuje nas, my ją. Poza tym śpi, je i robi w pieluchy, po czym znowu zasypia. Czasami zdarzy jej się zapłakać, zwłaszcza, jak się robi głodna. Taki nasz Dzidziurek Kwilątko :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 92
Napisz do mnie: doktorbezstetoskopu@wp.pl