piątek, 20 listopada 2009
Pediatria

 

- To cała grupa (6 osób) chce być pediatrami? Takie macie dobre podejście do dzieci:)

- Nieeee, pani doktor, tak się składa, że nikt nie chce:)

- Niemożliwe!

- Bo my mamy złe doświadczenia z zeszłego roku, :)

- Wiecie co, ja chciałam być internistą. I dopiero na stażu, kiedy miałam ostatnią pediatrię, coś mi się odwidziało :) bo mi się pediatryce kojarzyły z takimi wiecznie rozczochranymi kobietami :D człowiekowi tak się kojarzyło, a długo nie minęło, jak sam się tak stał :)))))

*  *  *  *  *  *  *  *

Seminaria z pediatrii w zeszłym roku należały do naszych największych koszmarów. 100-150 slajdów, przerabianych w zabójczym tempie, monotonnym głosem przez 2,5 godziny od 8 rano... Siadałam w ostatnim rzędzie i uczyłam się do mikrobiologii... czasami spałam... Nikt normalny nie był w stanie uważać, zanotować i być przytomny przez całą seminarkę.

W tym roku to pediatria, obok dermatologii, jest moim największym pozytywnym odkryciem. I choć wciąż mam złe wspomnienia z zeszłego roku, tych seminarek, wykładów, tego robienia z nas bałwanów i zaliczania kartkówek po godzinach, kiedy trzeba było czekać nieraz i 3 godziny, aż któraś pani doktor łaskawie się zjawi (nawet jak się było umówionym)... I niezaliczania tych kartkówek za pierwszym razem, za drugim razem, za trzecim, czwartym, piątym, szóstym (kiedy miało się już materiał opanowany do perfekcji)... Zawsze zdarzyło się kilka pytań z gatunku "uwalających", z podchwytliwymi odpowiedziami... Miałam dość. Co dziwne, test zaliczyłam za pierwszym razem. Może dlatego, że kartkówki zaliczałam średnio za piątym?

W każdym razie w tym roku jest zwrot o 180 stopni. Mamy z zupełnie odrębnym zakładem, seminarki są krótkie i na temat, opoiweści z życia wzięte, siedzę niemal w pierwszym rzędzie, nie trzeba notować, bo panie wysyłają seminarkę na maila, siedzimy, zadajemy pytania, uczymy się. Ćwiczenia mam z kobietą, która nie tylko jest normalnym człowiekiem, ale też fantastycznym lekarzem. Nie boimy się czegoś nie wiedzieć, bo na nas nie krzyczy, nie straszy nas, nie wstawia dwój... Opowiada, pokazuje pacjentów, badamy, mówimy o tej chorobie, jakie badania jeszcze trzeba by było wykonać, jak postępować. I dlaczego tak, a nie inaczej.

W zeszłym roku pierwszy pacjent, jakiego zbadałam, to było w maju na ZALICZENIU. A ćwiczenia praktyczne mieliśmy przez 2,5 godziny (na przemian z seminarkami), czyli co dwa tygodnie. Do tej pory myślę, że zdałam to badanie, bo badaliśmy pacjentów na internie. Smutne, ale prawdziwe. Dobrze, że w tym roku jest normalnie. Ciekawie. I przestaję bać się pediatrii :))))

A tak właściwie, nawiązując do pierwszej rozmowy w tej notce, odkąd przestałam używać suszarki, zaczęły mi się kręcić włosy. A ponieważ włosów kręconych się nie czesze, bo wyglądają potem jak siano, to chodzę wiecznie rozczochrana:) może powinnam zostać pediatrą? :D

*  *  *  *  *  *  *  *

Ach, no tak, no przecież: zaliczyłam tę gównianą farmakologię (weteryniorzu, wybacz, ale nie jestem fanką leków psychiatrycznych, dostaję depresji od samej nauki:)).

12:28, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (9) »
środa, 18 listopada 2009
Zaliczenie z dermatologii, Holter i o tym, że nie tylko pacjenci kłamią. Lekarze też :)

- Proszę państwa- zacząła dziś doktor Dermatolog, po uzgodnieniu z nami, kto co dziś zalicza- mam tu trzy karteczki. Pan- tu zwróciła się do M.- narysuje mi budowę włosa i zaraz sobie wyjaśnimy, jak powstaje trądzik i jakie leki gdzie działają. Pani- zwróciła się w stronę A.- jest pani na dyżurze, proszę na tej karcie napisać zlecenia dla pielęgniarek o panu X., który ma łuszczycę. A pani (moja kolej)... tu ma pani bloczek z receptami oraz pustą kartkę. Pani pacjent nazywa się Z., ma grzybicę strzygącą paznokci. Proszę mu napisać zlecenia i receptę na leki :) to powodzenia :)

- Eeee.... zaczął drugi M.- pani doktor, ale my jeszcze nigdy tak nie zaliczaliśmy...

- Cicho... - zaśmiałam się- mi się podoba :))

Oczywiście najlepszy przyjaciel każdego lekarza, czyli farm-index (spis wszystkich zarejestrowanych leków na dany rok), stał dla mnie otworem, więc nie zawahałam się go użyć. I mimo, że inną dawkę napisałam na recepcie, inną w zleceniach, oraz, że w farm- indexie było napisane, że I. podaje się pulsowo w dwóch turach, a doktor Dermatolog poprawiła mi na 3 tury, i mimo, że nie miałam pojęcia, dlaczego T. podaje się na pełny żołądek (już wiem), oraz jaki lek wchodzi w skład lakieru leczniczego do paznokci(to też już wiem), i że oczywiście moje pierwsze zlecenia były nieskładne i niespójne, i że dostałam 3 a miałam ambicję na więcej (niestety nie mam ambicji, żeby to 3 poprawiać, chyba bym zwariowała, żeby się jeszcze pogrążać), to ta forma zaliczenia bardzo mi się podobała :D

W każdym razie pełna zadowolenia poszłam do kardiologa (jako pacjent). I oczywiście jako pacjent podkolorowałam swoje objawy (jakby się tak zastanowić, zrobiłam to po to, żeby mnie nie zlał jak reszta durniów, którzy mówią, że to ze stresu... który student stresuje się w wakacje, się pytam... ).

I nie wiem. Kazał się położyć, położyłam się, a on się mnie pyta, czy jakiś sport uprawiam bądź uprawiałam... A jaki ja sport mogę uprawiać, chyba tylko biegi przełajowe na tramwaj... Poczułam się jakbym miała wały tłuszczu, albo cellulit na brzuchu. Przyjrzałam się w domu w lustrze i stwierdziłam, że mimo wszystko nie jest tak źle ze mną. Więc albo lustro kłamie, albo Kardiolog pomyślał sobie, że nie wyglądam tak tragicznie mimo tego całego studiowania. Muszę zasięgnąć niezależnej opinii.

Tak więc w grudniu będę miała zakładanego Holtera. To wygląda jak walkman z kabelkami, a rejestruje się zapis EKG przez 24 godziny. Kabelki są przyczepione do klatki piersiowej. Co za radość :)))

11:37, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (6) »
wtorek, 17 listopada 2009
Każdy pacjent kłamie. Niektóry tylko raz :)

Czyli piszę historię choroby. Oczywiście bałam się, że coś przeoczę, ale to pacjent nam nakłamał. Może inaczej- nie powiedział wszystkiego. W sumie to na jedno wychodzi, mógłby nic nie mówić.

Ale-uwaga-tu następuje mój szatański śmiech < buahahahahaha> MAM JEGO KARTY WYPISOWE (zdjęcia) :))))))   więc jakąś sensowniejszą historię choroby da się złożyć.

I nic, że mówił, że w gastroskopii i kolonoskopii wszystko było dobrze, a na kartach jest jak wół, że ma wrzody i usuniętego polipa. Zupełnie nic. I nic, że nie ma pojęcia, poza właściwą datą, po co jest na oddziale. Na ostatniej karcie ma wszystkie zlecenia, a ja je ładnie przepiszę.

I nic, że bierze inne leki, niż w zleceniach. Może mu je ktoś przez miesiąc podmienił.

Wiem, podkurwiona dziś jestem. To ta pogoda.

Humor mi poprawia myśl, że piszę historię choroby, że widziałam EKG, i że na ostatnim zdjęciu ostatniej karty wypisowej widnieje pieczątka Doktora o Pięknych Dłoniach.

To tak, jakbym odpisywała mu na list :D

lubię pisać listy :)))

14:50, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 listopada 2009

Jakie to typowe, że uczą nas czegoś innego, co innego jest w testach, a zupełnie co innego na kolokwium. Spałam dziś 3 godziny, po nieprzespanym weekendzie, i ciekawe, czy w ogóle to gówno zaliczę.

I naprawdę chciałam posłuchać, o czym mówił Doktor o Pięknych Dłoniach dziś na seminarium, i nawet miałam ambicję czegoś się na te seminarium nauczyć, ale się nie wyrobiłam. Lubię Doktora o Pięknych Dłoniach. Bo sympatycznie mu z oczu patrzy. Niestety z powodu niewyspania niewiele wyniosłam z zajęć. A szkoda, bo ciekawie mówił.

Mieliśmy zrobić historię choroby (badanie i wywiad), ale oczywiście przez głupie koło nie chciało mi się gadać. Koledzy gadali, koledzy badali, ja pisałam. Zbadałam tylko serce, wysłuchując szmer. Ale może mi się przyśnił.

Tak dawno nie byłam na kardiologii, nie pamiętam już, jak pachnie papier do EKG, stetoskopu niemalże nie używam.

Za to wiem, jak działają leki ze 160 stron książki. Oczywiście używać będę pewnie jakichś 10 z nich. Może 15. Leków, nie stron.

Takich przydatnych praktycznych rzeczy uczą na medycynie, hoho.

18:07, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (5) »
piątek, 13 listopada 2009
"Odkąd Cię pokochałam, moja samotność zaczyna się dwa kroki od Ciebie"

- A co byś mi zrobił na obiad? - zapytałam się Łukasza

- Hmmm... może ziemniaki... kotlet jakiś...buraczki... marchewka...

- Tak?

- I jeszcze może jakąś trzecią surówkę... :)

- Zdałeś test:D

- ??

- Bo ostatnio przeczytałam, że jak mężczynie zależy na kobiecie, to do obiadu daje trzy rodzaje surówek :)))

- I jak ja mam się z Tobą nudzić??????


*  *  *  *  *  *  *  *

Kupujemy dla Łukasza płaszcz. Wybraliśmy (tj. ja wybrałam), a pani sklepowa obiecała szalik do płaszcza gratis.

- To pan sobie jakiś wybierze, tam wiszą.

- Słoneczko- rzecze do mnie Łukasz- może Ty wybierz:) i tak zamienisz ten, który ja wybiorę:))


*  *  *  *  *  *  *  *

- Podobno jeżeli dwoje partnerów dzieli różnica wieku 5 lat i kobieta jest inteligentniejsza od mężczyzny, to taki związek ma ogromne szanse na przetrwanie:)- opowiadam Łukaszowi ostatnio

- Tak?

- Tak:) czyli nasz związek przetrwa, bo jesteś starszy 5 lat, a ja jestem od Ciebie inteligentniejsza:D

 

 

14:12, doktor-bez-stetoskopu , Miłość
Link Komentarze (16) »
czwartek, 12 listopada 2009
"Dlaczego wszystko jest tak proste, jest tak proste, jest tak proste...póki nie przydarzy się Tobie..."

Im mniej mam czasu, tym większy dreszcz mam między łopatkami, kiedy o tym pomyślę.

Była impreza, kaca leczę do tej pory, dawno tak długo nie siedziałam (czy co ja tam robiłam) i mimo dość dużej ilosci alkoholu, byłam na tyle przytomna, że zdołałam zamówić koledze i koleżance taksówkę. Oni byli w gorszym stanie:) och, zapomniany już przeze mnie niemal ubóstwiony czasie wolnośći- zostałeś nagrodzony sowicie, ochrzczony i poprawiony następnego dnia hektolitrem zielonej herbaty. Japończycy (Chińczycy? Wietnamczycy?) twierdzą, że powinno się pić maksymalnie 7 małych filiżanek, bo potem jest niezdrowa. To chyba tłumaczy moje dzisiejsze pobudzenie:)

Zafascynowałam się kolejnym brzmieniem. Po zespole Hinder przyszedł czas na Gabę Kulkę. Słucham "Niejasności" i po prostu cieszę ucho muzyką. I nawet nie chodzi mi o słowa, tylko o samą muzykę. Dochodzi do mnie z tak różnych stron, że czuję się kompletnie skołowana. Lubię to uczucie, dlatego katuję się tymi samymi utworami od nowa. I jej głos. Mocny, dźwięczny, pasujący do fortepianu. I dźwięk fortepianu, który tak kocham....

I jeszcze- chyba z milion razy sprawdzałam GG, zamiast uczyć się farmy. Jestem niemożliwa.

wtorek, 10 listopada 2009
Najpiękniejsze zdanie...

Uslyszałam dziś najpiękniejsze zdanie od początku studiów:

"To ja wam dam prezentację, a wy pójdziecie do domu" :)

Co dla mnie najdziwniejsze- powiedziała to pani PEDIATRYCA. Mam kiepskie wspomnienia z zeszłego roku z pediatrii, na szczęście robią się rozmyte, bo pediatria na czwartym roku to zupełnie inna bajka. I tak jak tamte panie zniechęcały nas do siebie, przedmiotu i dzieci, tak te wszystkie tegoroczne są miłe, kochane i wcale nie utrudniają życia. Inny świat... :)

Z okazji jutrzejszego Święta Niepodległości idę się dziś nabryngzdolić z kolegami i koleżankami, trzeba korzystać z tego, że jesteśmy młodzi, piękni i niepodlegli, oraz nadmiar kasy w portfelu również trzeba porządnie spożytkować, zainwestować w siebie i kolegów, bo kim byśmy byli bez siebie:D

 

 

czwartek, 05 listopada 2009

Dobra, stało się. Zaskoczyłam się dermatologią, która okazała się logiczną nauką, przydatną i co dziwne- dość ciekawą. I mimo, że nasza asystentka uwielbia swoje "kosmetyczki" i ciągle stawia nam je za przykład, grając nam na ambicji, i że nas odpytuje z rzeczy kosmicznych miejscami i że muszę biegać w butach na zmianę (!!!!) z szatni przez podwórko na oddział (!!!), to mi się podoba. Boję się do tego przyznać, bo generalnie każdy narzeka, ale w porównaniu do np. pediatrii, która jak dla mnie nie trzyma się kupy (dosłownie i w przenośni), dermatologia jest całkiem przyjemna.

Poza tym już niedługo maraton kolokwialny. Farma, patomorfa i kto wie, co tam jeszcze wymyślą. Wszyscy panikują. Ja nie wiem, o co chodzi. Naprawdę jest tak dużo do nauki? Koliduje mi to z zaproszeniem, jakie dostałam na jakiśtam pokaz czegośtam. Bo jest w sobotę przed kołem poniedziałkowym. A zależy mi, bo dali w zaproszeniu kolczyka i obiecali drugiego, jak się człowiek zjawi. Pójdę, kolczyk mi się podoba, chcę drugi :) najwyżej wezmę książkę z farmy.

 

21:02, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 02 listopada 2009

Jak jestem w domu, zapominam o tym, co się dzieje w Szczecinie, tak jakbym tu nie żyła, nie mieszkała, tak jakby w domu była inna rzeczywistość, inny wymiar, zupełnie inny świat. Z biegiem lat nauczyłam się nie brać książek do domu, nawet jako "przykrywka", bo cała ta atmosfera swojskości wyprowadza mnie z rytmu i po prostu nie umiem się czegoś nauczyć.

W domu gotuję namiętnie, wyszukuję nowe przepisy i tuninguję stare. W domu rozpieszczam Kota (swoją drogą zima idzie, bo Kot zaczyna nie schodzić z pieca nawet na posiłek i trzeba mu go dawać pod nos:).

W domu chodzę troszkę innymi ścieżkami niż tu. Trochę do tyłu, wolniej.

Brakuje mi tego, chociaż dopiero przyjechałam.

wtorek, 27 października 2009

Dni mijają mi w niesamowitym tempie. Przed chwilą był poniedziałek, a już jutro środek tygodnia... Byle do piątku, bo jadę wreszcie do domu. Mama się stęskniła. Cmentarze też.

W ogóle to najchętniej zwinęłabym się w kębek i spała całymi dniami i nocami. Może z przerwą na jedzenie, jak noworodek. Chyba coś mi zostało z tego okresu.

Ostatnio badałam takie 3-tygodniowe pacholę. Musiałam je rozebrać, z czym był problem, bo jako takiego kontaktu z dziećmi nie mam, najmłodsze w mojej rodzinie ma 11 lat. Z badaniem aż takiego problemu nie było, poszło w miarę szybko, choć zapomniałam o paru istotnych sprawach (wyrzucałam je sobie w drodze do domu), w uszy nie zajrzałam, w nos, gardło poskromiła pani doktor, bo ja się bałam, że mi małe zwymiotuje, bo za głęboko wsadzę patyczek. Małe było grzeczne:)

Największy problem to pacholęcie ubrać. Bałam się, że mu urwę łapki, skręcę kark czy, co gorsze, wypadnie mi z rąk, połamie się i stłucze... Cała spocona i czerwona oddałam ubrane małe koledze, który miał za zadanie je nakarmić (z butelki oczywiście, nie z piersi). Zrobiło kupę:)

To wszystko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jeszcze nie pora na dzieci. Że fajnie jest raz na jakiś czas poprzebywać z takim maluchem, ale na zawsze to jeszcze nie teraz.

Rozmowa między koleżanką, a panią doktor:

- Co się pani tak boi?

- Bo to dziecko takie małe, główka może odpaść czy coś...

- Niech się pani nie martwi, dzieciom tak łatwo nie odpadają nóżki, rączki czy główki:)

- Moim lalkom odpadały:D a potem zaglądałam, co mają w środku:)

- W takim razie wróżymy koleżance długą i owocną pracę... patomorfologa (taki lekarz, który robi m.in. sekcje zwłok)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17