czwartek, 06 marca 2014

Przez prawie cały tydzień siedzę w poradni anestezjologicznej albo biegam po szpitalu i kwalifikuję pacjentów do znieczuleń. Zajęcie nie najgorsze, ogromnym plusem jest to, że mogę to robić SAMA. Oczywiście mam back-up- w razie czego dzwonię na oddział i się upewniam, że na pewno dobrze coś zlecam :)

Koledzy nie są zadowoleni, jak muszą iść do poradni, pewnie dlatego, że tam nic nowego się nie uczy ktoś, kto już jakiś czas pracuje, poza tym pacjentów jest mnóstwo, większość nie ma ŻADNYCH badań (za wyjątkiem... EKG), choć byli już w poradni tydzień temu, dwa dni temu i jeszcze dziś i za każdym razem jest adnotacja pt. "brak badań", a chirurdzy nic sobie z tego nie robią.

I oczywiście zdarzają się pacjenci gaduły- pytam się, na co biorą lek X, a oni odpowiedź zaczynają od: "bo jak miałem 5 lat i chorowałem na ospę"... Historia jest długa i zawiła, w brzuchu burczy, pacjenci się niecierpliwią, a jeszcze na oddziale jest 10 do zbadania, a tu już 14.30... Takie tam :)

Najbardziej lubię chodzić na oddziały, bo pielęgniarki wszędzie są przemiłe, dużo wiedzą o pacjentach i dużo pomagają, nic złego nie mogę o nich powiedzieć. No i znają najświeższe plotki ;)

Zazwyczaj, jak jakiegoś pacjenta z oddziału zdyskwalifikuję z operacji, to idę potem na oddział i pytam się, co tam wyszło w dodatkowej konsultacji czy badaniach. Niestety nie widzę tych pacjentów na bloku, bo mam zakaz z racji ciąży, ale choć mogę się dopytać.

Tak np. pan, którego badałam kilka dni temu, a który miał niewielkie objawy podmiotowe, ale osłuchowo nad płucami miał mnóstwo furczeń, trzeszczeń i świstów, został przeze mnie ściągnięty z planu- okazało się, że zarówno pulmonolog, jak i kardiolog (chirurdzy zlecają czasami mnóstwo konsultacji!) potwierdzili moje podejrzenie zapalenia płuc i pan aktualnie jest leczony i czeka na koniec terapii. Takie małe "sukcesy", promyki w tej pracy :)

Poza tym na OIOM'ie nadal nic nie robię, poza pisaniem (a najczęściej przepisywaniem) zleceń. Zastanawiałam się, czy ktoś je w ogóle sprawdza (czasami dodaję coś od siebie ;), ale tak, ostatnio widziałam. Zapytany dlaczego tak, a nie tak jak ja napisałam, pan doktor powiedział, że on tak zawsze robił, ale to nie ma większego znaczenia. Dobrze wiedzieć.

17:53, doktor-bez-stetoskopu , Miłość
Link Komentarze (5) »
piątek, 15 lutego 2013

Szatnia w szpitalu na Rubieży. Oddajemy z Łukaszem kurtki (szliśmy oddać krew).

- Pana kurtkę przyjmę- mówi szatniarz- a Pani- wskazuje na mnie- musi sobie przyszyć zawieszkę, tam jest igła z nitką i zawieszki do przyszycia.

Spojrzałam się na niego. Minę miał złą. No tak, kolejny szatniarz z obsesją braku zawieszek na kurtkach.

- Może pan zawiesić za kaptur- odpowiadam.

- Nie, nie mogę. Proszę przyszyć zawieszkę- mówi szatniarz i patrzy się na mnie złym wzrokiem.

Chwila konsternacji. Czy ten gość mówi na SERIO????

- Chyba pan sobie jaja robi!- stwierdziłam, że chyba tak, bo nie wiesza mojej kurtki i patrzy się na mnie z taką miną, jakby miał mnie zjeść na obiad.

- Edyta, chodź, pan sobie żartuje- powiedział Łukasz, a ja spojrzałam się na pana, który dopiero wtedy się uśmiechnął.

No pięknie, prawie jak w ukrytej kamerze!

Godzinę później wychodzimy ze szpitala z toną czekolady. Stwierdziłam, że jedną dam szatniarzowi. A nuż mnie zapamiętał i nie odda kurtki? 

Koło nas w kolejce stało młode małżeństwo z maleńkim dzieckiem w nosidełku.

- To dla pana- daję mu czekoladę, a pan patrzy się na mnie poważnym wzrokiem.

- Nie mogę tego wziąć, sumienie mi zabrania :)

- To my czekoladę zapomnimy zabrać ;)

Już się ubieramy, kiedy szatniarz zwraca się z pretensją w głosie i z poważną miną do młodego małżeństwa:

- Proszę państwa, państwo kurtki wzięli, prawda?

- No... tak...

- I dwie kurtki, pan i pani, TAK?

- No... tak...

- A FAKTURĘ NA DZIECKO TO PAŃSTWO MAJĄ?!

Pani miała taką minę jak ja, kiedy pan kazał mi przyszywać zawieszki. Po chwili facet jej mąż wybuchnął śmiechem :)

Temu panu najwyraźniej się nudzi :)

Skojarzenie mieliśmy z Łukaszem jedno:

 

13:55, doktor-bez-stetoskopu , Miłość
Link Komentarze (11) »
wtorek, 10 lipca 2012
"...Małżeństwo jest jedyną formą rzeczywistego niewolnictwa uznaną przez prawo. " :)

 

Nie, nie chcę być panikującą Panną Młodą. Naprawdę czy to takie ważne, jaka będzie sukienka, czy dekoracje będą w kolorze kości słoniowej czy piasku Sahary, czy bukiet ślubny będzie z białych, czerwonych czy różowych róż, albo czy zespół będzie grał na żywo, czy może za sterami zasiądzie DJ...?

Nie, nie chcę panikować. I tak szukam nam zespołu godnego zagrać na naszym weselu, ale z każdym jest coś nie tak. Nie powinnam się czepiać, wiem, ale przetrząsam od kilku dni strony i czytam opinie, i przesłuchuję demo, a moje wrażliwe uszy więdną mniej lub bardziej, i... chyba sama tam zaśpiewam, co bynajmniej musi się odbyć w atmosferze bardziej zakrapianej niż przewiduję, albowiem na trzeźwo to ja śpiewać nie umiem. W sumie po kilku głębszych też nie bardzo, ale kto się zorientuje...

Przeglądam też strony z sukniami ślubnymi i tu jest większy problem, bo generalnie to szyć za bardzo nie lubię, chyba że mnie najdzie wena twórcza (w końcu artystka ze mnie :P ), ale na sukienkę nie mam co liczyć, co najwyżej na mini- spódniczkę. Teściowi może i by się spodobała taka wizja Panny Młodej, Teściowej to już nie bardzo :)

Spotkałam przez zupełny przypadek byłą Pannę Młodą, która po bardzo okazyjnej cenie obiecała skrócić moje męki i cierpienia (jak ja NIENAWIDZĘ zakupów)... Niestety miałam rację i JESTEM o rozmiar większa niż stara Panna Młoda, co czyni mnie w moich własnych oczach grubą, brzydką i w ogóle tragedia- z resztą w podobny sposób skomentowała to moja osobista Mama.

Więc od wczoraj jestem na diecie cud, licząc, że cudem uda mi się schudnąć wszędzie gdzie nie chcę (bo tam, gdzie chcę, to ponoć nie wolno, bo suknia się źle układać będzie).

Oczywistym jest, że dziś wypiłam kubek kawy na zimno i zjadłam pół czekolady. Ta dieta naprawdę działa cuda.

Mam rok, nieco ponad, na zszarpanie swoich nerwów do końca, schudnięcie (nie mam zielonego pojęcia po co i znając mnie, to prędzej przytyję niż schudnę, a ważę normalnie, dla tych, co nie mieli okazji mnie zobaczyć na żywo) i scalenie wszelkich dziwnych pomysłów w jedną trzymającą się kupy całość...

MASAKRA.

20:34, doktor-bez-stetoskopu , Miłość
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 31 stycznia 2011
A miało być słońce i plaża

Ledwo co wymyśliłam, że pojedziemy do ciepłych krajów na "urlop", w Egipcie rozpętali rewolucję. Nosz, cholera, a miało być tak pięknie, a im się zachciało prezydenta obalać.

I nawet nie jestem za bardzo zorientowana, o co chodzi, kupiłam gazetę, żeby się doszkolić, bo na wiadomości w TV jakoś nie mogę trafić. Może dlatego, że nie oglądam TV, choć piękny jest i walczyłam o niego dzielnie z właścicielem (poprzedni TV był stary i piszczał). Tak nawiasem mówiąc, boję się o to, czy przeczytam gazetę, bo w poprzedniej (dwa tygodnie temu) jak na razie tylko rozwiązałam krzyżówkę.

W każdym razie miała być plaża i słońce, i hotelowe drinki, i piramidy. Mieliśmy pływać Nilem i zaglądać w paszcze krokodylom. Żartuję oczywiście z tym ostatnim, bo jako największy cykor na świecie kazałabym się natychmiast odwieźć do Polski, jak tylko zobaczyłabym jakieś obco wyglądające zwierzę, np. krokodyla czy rekina (na pewno jakieś tam żyją). Nie mówiąc już o egipskich karaluchach.

Ale miało być pięknie. Tak więc rozpętali rewolucję i nie jedziemy, choć nawet nie mieliśmy rezerwacji, bo okazało się, że ja nie mam paszportu. No przecież, Egipt nie jest w UE.. :) taki mały szczególik. I może nawet i bym się nie bała tak bardzo, jako że mężczyznę mam w armii i zna się na budowaniu okopów, więc jak coś to kobiety do łopaty i urlop byłby z atrakcjami. Nie wspominając o oczywistym, że ja się przy nim niczego nie boję (taka mała propaganda przed wyjazdem, bo wiem, że on to czyta:)).

Jedziemy oryginalnie do... Polski. Mam szczerą nadzieję, że Państwo nie zamierzają obalać szanownego Prezydenta K. ani wszczynać wojen domowych, bo, cholera, chcę odpocząć. Niech mnie wymasują obcy i niech mi wino dadzą do pokoju.

Luksusy, do cholery, chcę, a nie wojny.

15:48, doktor-bez-stetoskopu , Miłość
Link Komentarze (8) »
niedziela, 23 stycznia 2011
SPA :)

Przeglądamy z Łukaszem oferty SPA. Jedna z ofert zatrzymała nasze spojrzenia na dłużej...

"Ponadto proponujemy:

- dziecko do 2 lat w pokoju- GRATIS !!

- dziecko 2-9 lat w pokoju- dopłata 45 zł"

I po co ludzie mają dzieci, jak w takim SPA można je mieć na kilka dni gratis lub z dopłatą? :)

 

18:59, doktor-bez-stetoskopu , Miłość
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4
Napisz do mnie: doktorbezstetoskopu@wp.pl