piątek, 29 czerwca 2007
Pani pielęgniarka,

za którą dziś dreptałam krok w krok, zrobiła sama tylko dwa zastrzyki, bo akurat przez nieuwagę odchyliłam głowę :) i nauczyłam się robić zastrzyki do wenflonów, i znowu EKG :) chciałam iść do przychodni kardio, ale głupio mi było za szefem wciąż dreptać (byłam na zabiegu, a w sumie to razem obserwowaliśmy na ekranie co się dzieje i ja próbowałam go szczegółowo zapytać, co się dzieje na tym ekranie, ale widziałam, ze się niecierpliwił, odpowiadając na moje pytania, więc dałam mu spokój...:)). A wcześniej byłam na echu serca po raz kolejny i znowu starałam się coś ujrzeć (obraz na ekranie jest podobny jak ten przy USG, ale to serce tam jest nie dziecko :)), ale niestety. Może kiedyś :) I pani kucharka pilnowała, żebym tym razem zjadła obiad w jednym miejscu (przyłąpała mnie z kanapką w kuchni :)) strasznie mili ludzie są.

Dopiero po natłoku szpitalnym, już w domu, zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem zmęczona. Jak mi ciąży łeb i nogi też. Jak bardzo chce sie spać (sypiam ok. 6 godzin na dobę, dziś byłąm od 7 rano do 18 :)). Na oddziale nie mam czasu o tym myśleć. Robię wszystko co sie da, czego sie tylko mogę nauczyć :) od kręcenia wacików, po trudne obrazu echa serca. I już coraz lepiej odczutuję zmiany w EKG, i umiem pilnować pacjentów na Intensywnej :) i słyszę tony w słuchawce jak mierzę ciśnienie:) I panowie w piątce opowiadają mi kawały, z których śmiejemy się do łez :)

Już nawet znam po nazwisku pacjentów....:)

Wiem, że jestem tu, gdzie być powinnam, że medycyna, kardiologia - to jest to :)

A, nawet panie z RTG były dla mnie dziś obojętne (lepsze to, niż żeby krzyczały).

A czego się nauczyłam dziś?

1. Nie wkładać termometrów elektronicznych do sterylizacji (jak pieprzona głupia blondyna je tak wrzuciłam, a przecież są ELEKTRONICZNE, ale zonk, jakoś nie przyszło mi to do głowy :))

2. Jak będę lekarzem, to ZAWSZE będę interesować sie swoimi pacjentami, bo to są ludzie a nie zapisane kartki papieru, na których trzeba wypisać kolejny lek...

3. I ZAWSZE będę mówić, kto ja jestem, jakie imię me i nazwisko, i ZAWSZE dany pacjent będzie wiedział ODE MNIE, że jestem lekarzem prowadzącym. Ja wiem, ze doktory nie mają czasu, ale mogliby chociaż poinformować pacjenta, że oni sie nim zajmują.

4. Będę mówiła do pacjentów jak do ludzi, a nie jak do lekarzy. Siedzę na Intensywnej, przychodzi doktor. Mówi coś do pana, któy niedawno miał wszczepiany rozrusznik serca (widziałam z szefem na ekranie, ale nie chciał nic mi powiedzieć poza tym, czego to operacja. Szef sie urodził małomówny, ciężko coś z niego wyciągnąć :)). Ale to "coś" mówił tak po medycznemu, że ja ledwo go zrozumiałam. Pan spojrzał się na mnie zdezorientowany, a ja mu powiedziałam PROSTO:

-Znaczy, ze zdrowieje i dobrze pracuje to pańskie serce, panie A. :))

Uśmiechnął sie i odetchnął z ulgą.

I żeby nie było- doktory fajne :) wszystkie :)) doskonali specjaliści i nic do nich nie mam. Ale już wiem, jaka nie chciałabym być jako człowiek w stosunku do moich pacjentów.

Jak na razie chwalą mnie za niesamowitą cierpliwość :)

Fajnie w szpitalu :)

*  *  *  *  *  *  *

- Zmierzy mi pani też ciśnienie :)

- Nie mogę bez zgody pielęgniarki i bez wyraźnej porzeby :)

- A jak dam dychę?? :))

- Hahaha, nie biorę łapówek :))

*  *  *  *  *  *  *

Dzwoni dzwonek w dyżurce, potrzebują mnie w sali. Zaglądam.

- Tak??

- Doktór, bo mi sie pościel zakrwawiła, to co ja pod taką będę spał????

- A to pana krew??? (mała plamka, w dodatku już sucha :))

- Tak??? :)

- To pan sie swojej krwi brzydzi????? :))))) Bedą pana koszmary męczyły w nocy? :)

- Zmieni pani?? :))

Zmieniałam.

- Ale jak pan zakrwawi, to zastrzyk w tyłek zrobię :)

- Nie dam sie!! :D

- A jak dam dychę? :))

- To sie zastanowię :))

21:46, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 czerwca 2007
To dopiero drugi dzień,

a ja się czuję jak w domu na oddziale:) mierzę ciśnienie, robię EKG, odbieram wyniki z labolatorium i chodzę z wynikami do doktorów, wkłuwam się w brzuchy pacjentów i każę im, żeby nie bolało :), mierzę poziom cukru we krwi, chodzę za pielęgniarkkami i zaglądam im przez ramię, co jeszcze ciekawego można zrobić, uczą mnie co umieją, ja przychodzę i chcę być pomocna. Czasami sama znajduję sobie zajęcie :) Czyszczę tacki, ścielę łóżka, chodzę po salach i zaglądam do pacjentów, jak się czują, rozmawiamy, śmiejemy się. Intergruję się z personelem podbierając czekoladki leżące za plecami pani Pięlęgniary :)

- Mała, co tam za mną robisz?

-Nisz....

- Hahahahaahaha, wypluj to, szkodliwe :))

- Nie szkodzi, jestem w szpitalu w razie czego:)))

*  *  *  *  *  *

Byłam z Szefem na echu serca, potem z paroma doktorami na próbie wysiłkowej, widziałam jak jednemu biednemu panu, który miał częstoskurcz, przyłożyli elektrowstrząsy, a on zrobił kupę, i taką miał potem zawstydzoną minę... Taką zniedołężniałą... I to nie było śmieszne.

*  *  *  *  *  *

Dziś odbierałam telefony (moja nowa pasja w przerwie między lataniem po salach i robieniem wszystkiego, o co proszą i tego, o co nie proszą, też:))

- Dryń, dryń....

- Haloł :) (ja)

- Halo :) dzień dobry :) z tej strony przychodnia kardiologiczna

- Hahaha:)) tak się składa, że z tej strony też :))) (śmiech Pielęgniary za plecami)

- Hahahahahahahaa:)) może pani połączyć mnie z sekretarką??

- (do pielęgniarki) Mamy w ogóle jakąś sekretarkę?? :)

- (ona) Połącz z oddziałową, niech sobie pogada :)

-(ja do tel) A o co chodzi? :)

- Bo ja chciałam umówić pacjentów na koronografię, dzwonię ze Sławna :)))

- To trzeba było tak od razu ))) dobrze, to połączę panią z oddziałową, ona jest bardziej kompetentna niż ja :)) a jak nie odbierze, to niech pani próbuje do oporu :)))

- Hahahaha, dobra:)) dzięki :)) do widzenia:))

- Do widzenia:))

*  *  *  *  *  *

Siedzimy z Krzyśkiem (moim kolegą z pierwszego roku pielęgniarstwa) na Intensywnej Terapii Kardiologicznej, dzwoni telefon. Dzwoni, dzwoni, dzwoni....

-Krzysiek, odbierz :) Zobaczymy kto to :) może te baby z RTG :)))

Krzysiek odbiera.

- Kardiologia, słucham...

w słuchawce słychać:

- O, kurwa, połączyłam się z lekarskim...

Bach słuchawką. :))))

My w śmiech.

Dzwoni za chwilę znów.

Odbieram.

-Haloł. kardiologia :)

I wszystko mi pani powiedziała :))

Ma się ten głos :))

22:01, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 czerwca 2007
...

Jestem zakochana.

Tak na amen mnie wzięło i nie chce puścić.

I wcale tak nie jest, że się sobą znudziliśmy.

Że mi coś nie pasuje.

Uczucia kumulowały się w nas i dziwnie nam było tak nagle się spotkać, jakoś nieswojo.

Dopiero po kilkunastu godzinach wybucha wulkan, i tak naprawdę to już świat się nie liczy.

Jesteśmy tylko my.

19:25, doktor-bez-stetoskopu , Miłość
Link Dodaj komentarz »
posesyjna studentka

Jestem juz na drugim roku :)

wczoraj dowiedziałam się, że zdałam już wszystkie egzaminy :)

Ach, a od jutra praktyki na kardiologii :)

tak przeze mnie wyczekiwane...

A, i jeszcze wyspać bym się chciała.

Jak czytam na www.forum.gazeta.pl, w dziale poświęconym studentom medycyny, że jakaś laska nie mając wyników z matury, chce już kupić anatomię, to mnie nerw trąca.

Jeszcze jej nauka wyjdzie bokiem, jak będzie się musiała uczyć codziennie.

Codziennie.

Z grubych książek.

Popieprzyło ją, bez kitu :)

Ja tym czasem wracam do pożyteczniejszych zajęć :)

19:23, doktor-bez-stetoskopu , Medycyna
Link Dodaj komentarz »
O tym, jak to z Łukaszem szturmowaliśmy WKU

Cholerna polska biurokracja doprowadza mnie do szału, a Łukasza do stresu. Byliśmy w Kołobrzegu, w WKU, bo miał błąd we wszcześniej wypisanych przez tamtejszych lekarzy papierach. Chodziło o wzrost, co akurat miało dość istotne znaczenie, nie wgłębiając się w szczegóły. Po to, aby poprawili jego wzrost z 186 cm na 183 cm, wstaliśmy o piątej rano (po czterech godzinach snu), pociąg był o szóstej, na miejscu bylismy o ósmej, następnie na doktora czekało się jakieś...dwie godziny...... podczas których:

Ja: czytałam książkę, słuchałam muzyki, dźgałam Łukasza w brzuch :) , spałam na plecach Łukasza, gryzłam go, spałam na krzesłach zsuniętych na kształt łóżka, siedziałam, nudziłam się, i tak w koło Macieja.

Łukasz: denerwował się (ale nie na mnie), próbował spać, co po moich głośnych protestach mu się w końcu nie udało, czytał moją babską książkę, obcałowywał mnie, nudził się.

Kiedy w końcu przyszedł pan doktor, trzeba było podzwonić po różnorakich instytucjach, które są kompetentniejsze, żeby coś z tym wzrostem Łukasza zrobić. Zajęło to trochę czasu. Potem spisało się zaświadczenia, co też trochę trwało, i czekało się półtora godziny na ich spisanie przez panią pielęgniarkę w kilku kopiach. Nastepnie jeszcze się czekało (dobijające), jakieś 1,5 godziny. W rezultacie jechalismy pociągiem o 14.37, w domu byliśmy o 16.15.

Zmęczeni.

Głodni.

Jedynym godnym uwagi faktem jest nasza znajomość z Patrykiem, z którym wracaliśmy do domu. A potem poszliśmy na pizzę i piwo.

Tak na marginesie głupio było oddychać piwem przy rodzicach.

Taki już komfort wakacji :)

 
1 , 2
Napisz do mnie: doktorbezstetoskopu@wp.pl